sobota, 30 marca 2013

00. Początki.



-Rosie szybciej, bo się spóźnimy!- ojciec ciągle ponaglał nas w czasie chaotycznej podróży na dworzec King’s Cross.
Kątem oka spojrzałam na matkę i zauważyłam jak kręci głową z niedowierzaniem, a uśmiech pojawia się na jej ustach.
- Dlaczego się śmiejesz, mamo? – zapytałam, łapiąc ją za rękę.
- Po prostu nie mogę uwierzyć, że Twojemu ojcu tak się spieszy na pociąg. W dzieciństwie razem z wujkiem Harry’m spóźnili się na pociąg, a do szkoły dojechali starym, latającym Fordem Anglią dziadka Artura.
Nie rozumiałam powodu, dla którego matka miałaby w tej chwili żartować. Czyżby chciała mnie pocieszyć przed moją pierwszą jazdą Express’em Hogwart? Wcale się nie denerwowałam.
- No już, dzieciaki, ustawiamy się! – Ronald Weasley był w dniu pierwszego września wyraźnie zdenerwowany.
Przyciągnęłam do siebie wózek, na którym poukładane były staromodne, brązowe kufry z szatami, księgami zaklęć, piórami, pergaminami i innymi niezbędnymi w szkole akcesoriami. Na szczycie bagażów chybotała się niebezpiecznie klatka z malutką sówką w środku. Rodzice kupili jej zwierzaka podczas jej pierwszej wyprawy na ulicę Pokątną. Sowa ze względu na sentyment rodziny Weasley’ów otrzymała imię sędziwego puchacza, Errol’a.
Z całej siły pchnęłam wózek i rozpędzona wbiegłam na ścianę między peronem 9 i 10. Peron numer 9 i ¾ był stacją stworzoną specjalnie dla czarodziejów wybierających się na rok szkolny do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Neville Longbottom – nauczyciel zielarstwa i jednocześnie obecny dyrektor szkoły, to dobry przyjaciel rodziny, o którym co chwila przypomina mi matka. Pociąg już stał na torach gotowy do odjazdu. Na peronie roiło się od podekscytowanych pierwszoroczniaków, ich starszych kolegów oraz oszołomionych ze strachu rodziców.
- Gdzie jest Albus? Miałam usiąść z nim w jednym przedziale! – tupnęłam nogą w kamienną posadzkę stale się rozglądając.
- Hermiona! – męski głos rozniósł się echem w moich uszach.
Dobrze zbudowany, czarnowłosy mężczyzna podszedł do mojej matki i przytulił ją jak dobrą znajomą. Po chwili podeszła również jego żona, Ginny wraz z dziećmi: James’em, Albus’em i Lily. James zaczyna trzeci rok nauki w Hogwarcie. Przez dwa lata zdążył nieźle nastraszyć młodsze rodzeństwo, również cioteczne, wliczając mnie. Opowiadał niestworzone historie o Irytku, duchu, który wszystkich przedrzeźniał, o quidditch’u i niesamowitej atmosferze panującej w pokoju wspólnym Gryfonów.
Albus, który razem ze mną rozpoczynał dopiero trwający siedem lat tok nauczania, był przerażony. Przez całe lato chodził smutny, z powodu obaw, że trafi do Slytherin’u. Wujek Harry słysząc ponowne jęki o Tiarze Przydziału wypowiadane przez swojego najmłodszego syna, kucnął przed nim i szeptał mu do ucha słowa otuchy. Najwidoczniej podziałało, bo już po chwili Al był równie podekscytowany jak inni jedenastolatkowie.
Lily Luna Potter i Hugon Ronald Weasley mieli po dziewięć lat i obydwoje byli naburmuszeni od samego rana. Zapewne jak każdy młody czarodziej chcieliby znaleźć się już w murach zamku Hogwart i zacząć kształcić swoje umiejętności magiczne.
- Czy to Malfoy? – Ginny zapytała mamę.
Hermiona Weasley pokiwała głowę, a wszyscy dorośli zwrócili oczy ku nowo przybyłej rodzinie. Malfoy’owie? Ojciec ani matka nigdy o nich nie opowiadali. Pan Malfoy był wysokim, wychudzonym mężczyzną, o nieskazitelnie białej cerze i blond włosach, które od czasów szkolnych znacznie się przerzedziły. Kobieta obok niego to zapewne jego żona, również wysoka, o niespotykanej urodzie. Między nimi stała mini kopia pana Malfoya – ich syn. Sądząc po zakłopotaniu chłopca on też rozpoczynał pierwszy rok nauki w Hogwarcie.
Rozległ się głos dzwonka, ogłaszający, że do odjazdu zostało pięć minut. Nadszedł czas pożegnań.
- Jak nie trafisz do Gryffindoru, to cię wydziedziczymy!- zawołał ojciec, gdy przytulał mnie. - Ale nie nalegam.
Podejrzewam, że zmienił zdanie ze względu na autorytet żony. 
James pociągnął mnie za rękę, w biegu żegnając się z rodzicami. Przebiegł obok kilku przedziałów, aż znalazł właściwy. Otworzył okno i machał do Harry’ego, Ginny, Ron’a i Hermiony, Hugon’a i Lily stojących na peronie.


- Co wiesz o tych Malfoy’ach? – spytałam James’a po kilkunastu minutach jazdy. Chłopiec był zajęty polerowaniem różdżki.
- Ojciec powtarzał, że on i Dracon Malfoy byli wrogami w szkole. Teraz kiedy jego syn zaczyna tu naukę trzeba będzie uważać. Ta rodzina od dawna macza palce w czarnej magii. – odpowiedział szybko i powrócił do przerwanej czynności.
Czarna magia? Myślałam, że czarodzieje praktykujący ten rodzaj czarów istnieją tylko w baśniach pod złymi postaciami, lub wyginęli tysiące lat temu. Nie zdawałam sobie sprawy, że w Hogwarcie mogą czaić się takie niebezpieczeństwa. Chłopak, którego ojciec uprawiał czarną magię?
- Jak myślicie, ten młody Malfoy pewnie zna zaklęcia niewybaczalne. – James kontynuował temat.
- Zaklęcia niewybaczalne? Co to takiego? – dopytywał Albus.
- Są to najgorsze klątwy jakie może rzucić czarodziej w pojedynku. Podobno za wypowiedzenie choćby jednej z nich, trafia się do Azkabanu, do celi pełnej dementorów.
- Co to dementor? – pierwszy raz słyszałam tak dziwne określenie. To jakiś rodzaj kary?
- Dementorzy to strażnicy Azkabanu. Są to bezkształtne postaci, w czarnych szatach. Nie mają twarzy, na głowie zarzucony kaptur. Podobno spojrzenie dementora zabija.. Nie wolno zaglądać im pod te ich kaptury. Ted opowiadał, że kiedyś strzegli bram Hogwartu, ale zginęło za dużo uczniów, więc dyrektor kazał im wrócić do Azkabanu.
Z każdym słowem James’a byłam coraz bardziej przerażona. Czy ci dementorzy istnieją naprawdę, czy są tylko tematem żartów mojego ciotecznego brata?
- Coś z wózka kochaneczki? – drzwi przedziału otworzyły się i stanęła w nich pulchna kobieta, trzymająca rączkę wózka wypełnionego po brzegi czarodziejskimi przysmakami.
- Poproszę Fasolki Wszystkich Smaków Bertiego Botta. – ogłosił Jamesa, podając kobiecie kilka srebrnych monet.
- Dwa Paszteciki z Dyni. – powiedziałam, wyjmując z sakiewki potrzebną sumę.
Będąc jedyną damską częścią populacji w przedziale, czułam, że zaraz zwymiotuje, gdy Al połknął fasolkę o smaku wątrobianym. Odsłoniłam zasłonę i ujrzałam chmarę uczniów przebranych w czarne, szkolne szaty. Postanowiłam zrobić to samo i zwiedzić pociąg.
- Uważaj jak łazisz, rudzielcu. – wysyczał mi do ucha męski głos, gdy wpadłam na kogoś z impetem, gdy pociąg skręcił.
Spojrzałam w górę i ujrzałam blond czuprynę i bladą twarz. To ten chłopiec z rodziny Malfoy’ów, o którym opowiadał James.
- Przepraszam, nie chciałam. Jestem Rose, a Ty?- próbowałam zaprzyjaźnić się z owym chłopakiem. Pomijając życiorys jego ojca, on wcale nie musi być taki zły.
- Scorpius. Scorpius Malfoy. – poczułam jak przeszywa mnie wzrokiem, wpatrując we mnie swoje szare tęczówki. – Ty to pewnie Weasley.  Może i dorobiliście się w Ministerstwie i nie nosicie tych obszarpanych szat, ale rudych włosów nie ukryjesz.
Nikt nigdy nie obraził mnie w ten sposób. Poczułam jak do oczu napływają mi łzy i uciekłam z powrotem do przedziału. James i Albus zaczęli dopytywać dlaczego mam zapłakaną twarz, lecz ja unikałam wszelkich pytań.

- Pirszoroczniacy! Pirszoroczniacy do mnie! – na środku peronu stał olbrzymi mężczyzna, nawołując i wymachując wielkimi rękoma.
Gdyby ojciec i matka nie opowiadali mi o dobroci Hagrida i jego zdolności do pakowania się w kłopoty, przestraszyłabym się go. Rozejrzałam się w poszukiwaniu James’a lecz nigdzie nie mogłam go znaleźć. Po chwili usłyszałam głośny śmiech i zobaczyłam brata w objęciach kilku chłopców.
Odszukałam Albusa i razem z nim dołączyliśmy do małego tłumku naokoło gajowego.
- Zgodnie z odwieczną tradycją Hogwartu, pirszoroczniacy zostaną przetransportowani do szkoły na łodziach. Sprawnie przepłyniemy jezioro, aby wziąć udział w Ceremonii Przydziału. – machnął na nas ręką i pakował po kilka osób do jednej łódki.

Na szczycie schodów stała chuda kobieta w czarnej szacie wyjściowej i spiczastym kapeluszu.
- Nazywam się Mafalda McGonagall i jestem opiekunką Gryffindoru oraz nauczycielem transmutacji. Proszę ustawić się w pary, razem wejdziemy do Wielkiej Sali, gdzie Tiara Przydziału przydzieli Was do odpowiednich domów.
Wielka Sala była ogromna. Wzdłuż niej stały cztery długie stoły, pełne wesołych, rozgadanych uczniów. Każdy stół należał do innego domu. Domów w Hogwarcie było cztery: Gryffindor, Ravenclaw, Hufflepuff i Slytherin. Od wieków w mojej rodzinie wszyscy trafiają do Gryffindoru.
- Gdy wywołam czyjeś nazwisko, osoba ta siada na stołku, a ja zakładam mu na głowę Tiarę Przydziału.
Tiara Przydziału to stary, wyświechtany kapelusz, który miał zdolność dopasowywania danego ucznia, do odpowiedniego domu.
- Scorpius Malfoy.
Niski blondyn usiadł na stołku, a profesor McGonagall nałożyła mu na głowę Tiarę Przydziału. Prawie od razu wykrzyknęła ona: Slytherin!
- To było do przewidzenia. – mruknął cicho Albus.
- Następnie Albus Severus Potter.
Zobaczyłam jak na dźwięk słynnego nazwiska mojego wuja, wiele osób na Sali poruszyło się nerwowo. Minęło dziewiętnaście lat odkąd mury tej szkoły odwiedziła osoba o takim nazwisku, wyłączając James’a.
- Hmm. Ścisły umysł, waleczność to cechy cenione w domu węża. Jednak wielka odwaga i dobroć serca decydują o Gryffindorze!
- Rosalinda Weasley!
- Kolejny Weasley w naszej szkole. Nie mam więc wątpliwości, że trafisz do Gryffindoru!
Wypuściłam ze świstem powietrze. Tak obawiałam się, że Tiara pomyli się w moim przypadku, że zdecyduje się na inny dom. Przywitana gromkimi brawami, usiadłam do jednego z długich stołów, uśmiechając się szeroko.


Po zakończeniu Ceremonii,  na stołach pojawiły się półmiski i tace wypełnione po brzegi jedzeniem. Dopiero teraz poczułam jak bardzo zgłodniałam. Na talerz nałożyłam sobie drobiowe szaszłyki, popiłam sokiem z dyni i w pełni najedzona i szczęśliwa zostałam zaprowadzona przez prefekta do dormitorium. 

**

Tematyka HP nie jest mi obca i zapewne jak większość nastolatków zostałam wychowana na tych książkach. Po przeczytaniu całej serii, nadal czuję niedosyt. Siedem części to jeszcze za mało, więc postanowiłam wypróbować swoje siły i zmierzyć się z nowym wyzwaniem!

1 komentarz:

  1. Najmocniej przepraszam, że nie skomentowałam Twojego bloga, ale byłam pewna, że już to zrobiłam. Teraz nie mam czasu, postaram się to nadrobić wieczorem, chciałam Cię tylko powiadomić, że wstawiłam prolog. ;)

    OdpowiedzUsuń